środa, 28 listopada 2012

Rozdział 10


~ZAYN~


- A gdybym był gejem? – zapytał Styles przerywając ciszę, panującą w pokoju.
- Ale nie jesteś gejem, Harry! – szybko zareagował Liam.
- No ale jakbym nim był? – ciągnął dalej.
- No to na mnie nie licz. Mnie nie zaciągniesz do łóżka. – ostrzegłem.
- A już miałem na ciebie ochotę. – skierował się do mnie, znacząco przygryzając dolną wargę. Posłał mi uwodzicielski uśmiech, na co zareagowałem głośnym śmiechem, a  reszta towarzystwa poszła w moje ślady. Z jednym wyjątkiem.
- A co ze mną?! – zapytał zrozpaczony Lou.
Harry teatralnie westchnął i łagodnie zwrócił się do starszego przyjaciela.
- Nasz związek już od dawna nie miał żadnego sensu. Przykro mi.
Tomlinson zaczął na swój sposób rozpaczać. Wierzgał się na kanapie , wyrzucając z siebie nieskładne zdania o tym, że jego życie straciło sens.
- To wszystko przez to, że pomogłem Malikowi przykuć Cię do kibla na tydzień, tak? – wykrzyczał Lou, mało nie dusząc się śmiechem.
- To ty też maczałeś w tym palce? – zapytał oskarżycielskim tonem.
- Co? Ja..nic takiego nie powiedziałem, musiałeś mnie źle zrozumieć. – próbował się tłumaczyć, zdając sobie sprawę, że w tym momencie sam się wydał.
Harry w ramach zemsty zaczął go gonić po całym salonie, rzucając w nim czym popadnie, od poduszek po jedzenie. Lou piszczał jak mała dziewczynka, wydzierając się, że jest niewinny. Do tej gonitwy przyłączył się nasz blondynek. Nie spodobało mu się to, że Hazz tak marnuje cenne smakołyki, iż latał za nim jak opętany i za każdym razem gdy Loczek celował w Tomlinsona kolejnym ciastkiem, rzucał się na niego i wydzierał mu ową słodycz z ręki. Li jak zwykle chciał opanować całą sytuację i uchronić swój dom od totalnej demolki, lecz reszta nie zwracała najmniejszej uwagi na jego krzyki, a Lou nawet wskoczył mu na barana, aby bronić się przed Harrym.
- I wy tak zawsze? -  Allie skierowała do mnie pytanie, wyrywając mnie z obserwacji tych idiotów.
- Amm..Tak, raczej tak. – opowiedziałem. – Chociaż zdarza nam się czasem być poważnymi. – uściśliłem.
- Czasem? Pięć minut powagi na miesiąc?
- No coś około tego. – przyznałem. – Przynajmniej nigdy się nie nudzimy.
Posłałem jej jeden z moich firmowych uśmiechów i starałem się spojrzeć w jej niebieskie tęczówki, lecz ona od razu spuściła wzrok gdy nasze oczy się spotkały. No tak, całkiem zrozumiałe. Nie mieliśmy okazji jeszcze porozmawiać o tym co się między wydarzyło na imprezie. Towarzystwo czterech debili tarzających się po podłodze nie sprzyjało szczerym rozmowom, więc atmosfera między nami była dosyć napięta. Nie mam pojęcia ile pamięta z tamtego wieczoru lub czy cokolwiek pamięta, ponieważ nie przypominała wtedy osoby trzeźwej. I to jest w tym najgorsze, a jeśli jej zachowanie było spowodowane jedynie przez ilość procentów w jej organizmie, jeśli tak naprawdę wcale nie chciała mnie pocałować i to był tylko głupi pijacki błąd? Nie chcę nawet dopuszczać do siebie takich myśli, ta dziewczyna  za wiele dla mnie znaczy. Nie wiem co do niej czuję, ale na pewno nie jest mi obojętna. Nigdy nie kochałem żadnej dziewczyny, do tej pory były one dla mnie zwykłą rozrywką. Bawiłem się nimi przez jakiś czas, a potem po prostu zrywałem wszelkie kontakty, bo ich towarzystwo zaczynało mnie nudzić. Nie lubiłem jak dziewczyna wyobrażała sobie, że mnie zmieni i to właśnie ją pokocham.  Co za irracjonalne pomysły. Mimo że, nie zmieniłem swoich poglądów w stosunku do dziewczyn to nie wyobrażam sobie zranić Allie. Nie wyobrażam sobie aby ktokolwiek mógł ją zranić. Sama jej obecność mnie uszczęśliwia, nie mówiąc tu już o jej uroczym śmiechu, głosie czy słodkim zapachu bzu, którym pachnie jej gładka skóra. Musiałbym być ostatnim dupkiem, aby sprawić aby w tych beztroskich oczach pojawił się smutek, a na różowych policzkach pociekły łzy.
- No i zobaczcie co zrobiliście, tyle jedzenia się zmarnowało. – wyrwał mnie z zamyśleń głos Horana, klęczącego nad porozrzucanym jedzeniem, zbierając je w jedno miejsce. Na jego twarzy widniał szczery smutek jakby właśnie grzebał ulubione zwierzątkodomowe, a nie pokruszone ciastka.
- Nie minęło jeszcze pięć godzin, więc możesz to jeszcze z jeść. – rzucił Louis.
- Sekund, pięć sekund jedzenie może leżeć na podłodze. Nie godzin, kretynie. – poprawił go Liam.
Tomlinson przyjrzał się batonikowi w swojej dłoni. Zawahał się na moment, po czym wzruszył ramionami i włożył jedzenie do ust.
- Dobra, ja idę do kuchni zrobić jakieś kanapki, ale wy ich nie dostaniecie! – Niall przez chwilę starał się imitować demoniczny śmiech, jednak coś mu nie wyszło i skończył na zwykłym kaszlu. – Allie, pomożesz mi?  - zaproponował dziewczynie, która chętnie się zgodziła.
- No tak! Wyręczaj się kobietą w kuchni! – wykrzyczał za nimi Hazza, gdy tamci zniknęli za drzwiami salonu.


~ALLIE~


- Jesteście naprawdę świetni! Zazdroszczę wam tej przyjaźni, nie wiem dlaczego ludzie wygadują na wasz temat takie bzdury. – zaczęłam gdy tylko znaleźliśmy się w kuchni.
- O, czyli już słyszałaś opinie na nasz temat… - zauważył Niall. Zaczął wyjmować chleb i inne niezbędne składniki do kanapek, które zamierzał przyrządzić.
- Niall, ja..przepraszam… - poczułam się zakłopotana, nie wiedziałam co powiedzieć. To są cudowni chłopcy, a ludzie bezczelnie nagadują na nich takie straszne rzeczy.
- Nic się nie stało. Po części jest w nich trochę prawdy.
- Jak to? – ciekawość wzięła górę.
- Lou czasem nie umie pohamować się w swoich żartach, więc zamiast śmieszne są po porostu chamskie, a my i tak się z nich śmiejemy i trzymamy jego stronę. Li bywa…niedostępny, tylko my i Danielle się dla niego liczymy, innych ludzi do siebie nie dopuszcza. Zayn i Harry to niezłe dupki, są bezczelni i aroganccy. W pewien sposób rywalizują kto z nich będzie miał więcej dziewczyn. I ja też wcale nie jestem święty, niezły chuj ze mnie… - opowiadał to z taką lekkością, jakby to nie było nic niezwykłego. Więcej uwagi wkładał w dokładne posmarowanie chleba masłem niż w to co mówił. Nie wstydził się swoich wad. – Ludzie nas dokładnie nie znają, wyrabiają sobie opinie patrząc na nasze zachowanie w stosunku do nich, a prawda jest taka, że większość traktujemy jako gorszych od nas, więc nie ma co się dziwić dlaczego mają takie zdanie.
- Ale i tak chcą się z wami zadawać i ciągle liżą wam dupy. – wtrąciłam.
- Ludzie są fałszywi. Dlatego tylko sobie ufamy, a resztę traktujemy tak a nie inaczej.
- To dlaczego mnie inaczej traktujecie i pokazujecie mi prawdziwych siebie? A może to też jakaś gierka? – zapytałam.
Chłopak zaśmiał się krótko, nakładając ser na kanapki.
- Nie, nie prowadzimy z Tobą głupich gierek. – zapewnił. – Jesteś inna, podobna do nas. Pewnie jakbyś była dziewczyną któregoś z nas inaczej byśmy cię traktowali. Ale lubimy cię, w twoim towarzystwie czujemy się tak jak kiedyś…
Co? Tak jak kiedyś, czyli jak? Czyżby chłopcy nie zawsze byli tacy beztroscy jak teraz. Milion pytań nasunęło mi się na język, lecz blondyn szybko urwał temat oznajmując, że posiłek gotowy.
Wraz z talerzem pełnym przepysznie wyglądających kanapek weszliśmy do salonu, gdzie czekała na nas reszta chłopaków.
- Kanapki! – od razu przywitał na Lou z wielkim uśmiechem na widok jedzenia.
- Powiedziałem, że wam nie dam. – przypomniał Horan.
- No mi nie dasz? Wiesz, jak teraz nie jestem już z Hazzą… - zaczął uwodzicielskim głosem Louis, spacerując palcami po ramieniu przyjaciela.
- Moją jedyną miłością jest jedzenie, przykro mi. – skwitował Niall.
- Co się do cholery dzieje na tym świecie?! Czy już nikt mnie nie kocha? – chłopak tupnął jedną nogą o podłogę, zwracając na siebie uwagę reszty nastolatków.
- Na mnie nie patrz. – odpowiedział Liam, gdy tylko napotkał wzrok Lou.
Nie rozumiem dlaczego ci chłopcy tak się ukrywają przed całym światem. Zakładają maski wrednych, chamskich, aroganckich, a tak naprawdę są cudowni. Każda spędzona z nimi chwila nie jest stracona. Wystarczy zaledwie pięć minut w ich towarzystwie, a humor od razu się poprawia. Cieszę się, że mam szansę poznać tych wariatów, chociaż ciekawi mnie to co powiedział Niall. Odruchowo spojrzałam na Zayna. Błąd. Podczas dzisiejszego spotkania unikałam jego wzroku, wstydziłam się tego co o mnie może pomyśleć po piątkowej imprezie. Reszta chłopców nie wie co między nami zaszło. Sama nie jestem tego pewna. I czy to w ogóle coś znaczy. Może jestem kolejną zabawką dla Zayna.
- Wiecie co…. – zaczął jak zwykle powoli Hazz.
- Tylko nie to! Znowu jakieś twoje rozkminy? – marudził mulat.
- A jakbym sobie zrobił tatuaż? Jakąś gwiazdkę lub krótki napis typu „Hi”… - odpowiedział, podnosząc rękę do góry, aby wybrać dobre miejsce na tatuaż. W końcu zdecydował się na wewnętrzną stronę ramienia.
- Tak, kurwa. Jeszcze sobie wieszak walnij na tym ramieniu. – skomentował ironicznie Louis.
- Ej, to całkiem dobry pomysł! Wezmę go pod uwagę…
- Z kim ja się zadaję. – wtrącił Liam.
- Ze mną! Z Harrym Stylesem! Zobaczycie, ludzie będą kiedyś wam tego zazdrościć!
- Niby kiedy? – usłyszałam głos Malika.
- Na przykład wtedy, kiedy będę sławny i miliony dziewczyn będzie mnie błagać o follow back na twitterze!
- Już nie mogę się doczekać tego dnia! Kiedy on będzie? 30 lutego? – naigrywał się blondynek.
- Teraz się śmiejecie, ale pogadamy za kilka lat… - dodał obrażony.
Jeszcze przez dziesięć minut planował swoją karierę, podróże po całym świecie, wygrane nagrody czy spotkanie z królową. Czas naprawdę szybko zleciał i nim się obejrzałam musiałam wracać do domu. Chłopcy namawiali mnie, abym jeszcze została, ale byłam nieugięta. Za to Zayn stwierdził, że mnie odprowadzi i gdy spojrzał na mnie tymi swoimi cudownymi oczami nie byłam w stanie mu odmówić. Zdałam sobie sprawę z tego co mnie czeka.

***

Nastolatkowe po wyjściu od Liama szli w pełnym milczeniu, żadne z nich nie wiedziało jak zacząć rozmowę. Krępująca cisza się przedłużała, co jakiś czas przerywał ja tylko przejeżdżający obok samochód lub rozmowy napotkanych ludzi. Zayn westchnął głęboko, czuł, że to on jednak musi zacząć rozmowę. Jednak bał się poruszyć temat imprezy.
- Przepraszam za chłopaków, nie znają umiaru wygłupach.
- Nic się nie stało, ja też często się wygłupiam. – mimo, że chłopak szukał wzroku swojej koleżanki to ona szła przed siebie patrząc pod nogi, ani na chwilę nie podnosząc głowy.
Doszli już prawie na miejsce, gdy Zayn zdecydował się na szczerą rozmowę. Serce mu biło pięć razy szybciej niż powinno, ręce kleiły się od potu, a oddech był nierówny.
- Co do piątku..i tej imprezy.. – wypowiadał niepewnie każde kolejne słowo.
- To był błąd. Przepraszam, nie powinnam się tak zachować. – przerwała mu szybko wypowiadając słowa, które były dla niego jak kubeł zimnej wody. Stała do niego bokiem z opuszczoną głową, nie umiała nawet na niego pojrzeć. Bała się.
- Co? – zapytał w osłupieniu, nie był pewien czy dobrze usłyszał. Przecież nie mogła powiedzieć czegoś takiego.
- Nastolatki często się upijają na imprezach i robią różne głupoty.  Ja też sobie na to pozwoliłam i zrobiłam coś czego nie powinnam. Coś czego nie chciałam. – jej głos był ostry jak nóż, nie miał w sobie żadnych uczuć, zupełnie nie przypominał tego słodkiego głosiku, który onieśmielał nastolatka za każdym razem.
Zayn nie wiedział co powiedzieć. Nadal nie wierzył w to co przed chwilą usłyszał z ust dziewczyny.
- Allie.. – delikatnie pociągnął ja za ramię, chciał spojrzeć jej w oczy. Ludzie mówią, że oczy nigdy nie kłamią.  Chciał się przekonać, czy dziewczyna mówi prawdę.
Nastolatka powoli się do niego odwróciła, przez parę sekund stali w zupełnej ciszy. Zauważył, że mocno zaciskała pięści, możliwe, że w tej chwili wbijała sobie paznokcie w skórę. Cierpiała.  Chciał uśmierzyć jej ból, sięgnął za dłonie dziewczyny, jednak ona szybko mu je wyrwała i zrobiła krok w tył. Podniosła głowę. Zobaczył jej wzrok.
- Chyba nie myślałeś, że coś do ciebie czuję? – zapytała z ironią i lekkim rozbawieniem. Zrobiła to czego dokładnie chciał Zayn. Patrzyła mu się prosto w oczy ani na chwilę nie odrywając wzroku. Jej oczy nie ukazywały żadnych emocji, patrzyła beznamiętnie prosto w tęczówki chłopaka, czekając na jego odpowiedź.
- Nie, no co ty… - skłamał odruchowo pierwszy spuszczając wzrok. Uwolnił ją od tego. Nie miał już żadnej nadziei.
Na twarzy chłopaka pojawił się nieokreślony smutek i rozczarowanie.  Jednak nie chciał poznać po sobie żadnych emocji. Nie umiał tak doskonale grać, ale lata praktyki nauczyły go być obojętnym na innych ludzi i ukrywać własne cierpienie za maską skończonego dupka.
- Więc możemy o tym zapomnieć? – zapytała.
- Tak, jasne…ja też za dużo wypiłem…poniósł mnie melanż… - zaśmiał się krótko, jednak bez większych emocji.
Odpowiedziała mu bladym uśmiechem, zaczęło brakować jej sił. On również ledwo co stał na nogach, a widok obojętności w jej oczach zadawał mu kolejne partie bólu.
- To do zobaczenie jutro w szkole. – wypowiedziała szybko i od razu się odwróciła nie czekając na odpowiedź. Nie wytrzymała.
- Na razie. – usłyszała za sobą smutny głos chłopaka.
Kilka metrów do frontowych drzwi jej domu były w tym momencie najdłuższą drogą jaką kiedykolwiek musiała przejść. W uszach rozbrzmiewał jego głos, a na całym ciele czuła jego wzrok. Stał tam i nie mógł wykonać żadnego ruchu.
Wreszcie znalazła się w domu. Westchnęła głęboko, mogła zdjąć maskę, którą nałożyła pięć minut temu. Nie wiedziała, że to będzie takie trudne. Powoli osunęła się w dół, siadając pod drzwiami. Podciągnęła kolana pod samą brodę schowała w nich twarz. Cała się trzęsła, a obraz przed jej oczami stawał się coraz bardziej rozmazany. Na jej policzku pojawiła się pierwsza łza, a za nią kolejne. Straciła panowanie. Łzy ciekły strumieniami, a ona po prostu nie mogła ich zatrzymać.


Dziękuję za wszystkie miłe słowa! Mam dobrą wiadomość, wpadłam na kilka pomysłów na to opowiadanie, więc może coś jeszcze z tego wyjdzie. Oczywiście wszystko wydaje się lepsze w mojej głowie, a jak już napisze to dupa ;/ Zrobiłam troszkę modę na sukces z tego, ale jakby Allie była od razu z Zaynem to byłoby nudno. Nie mówię, że i tak z nim będzie. Nie wiadomo czy w ogóle z kimś będzie w związku. Ostatni fragment tego rozdziału jest pisany przez narratora trzecioosobowego, mam nadzieję, że się podobało. Ogólnie jak wrażenia po tym rozdziale? Jak macie jakieś pytania co do opowiadania czy do samych bohaterów piszcie w komantarzach. Na pewno wam odpowiem ;D POZDRAWIAM <333